Odwiedzić Żagań to znaczy stąpać szlachetnymi traktami po ziemi o wielowiekowej historii, wśród kamieni znających sekretne losy wielu pokoleń jej mieszkańców o szlachetnym rodowodzie. Spowite rozmaitymi legendami miasto urzeka swoimi rozlicznymi zabytkami, nadającymi mu niepowtarzalny, mistyczny klimat. To miejsce zdecydowanie wiedzie prym na liście poszukiwaczy nieaktualnych już sensacji, zaginionych skarbów i przede wszystkim pasjonatów historii. Dzisiaj chcemy ożywić wspomnienia wiążące się głównie ze środowiskiem książęcym Żagania lecz miejcie na uwadze, że znajduje się tutaj o wiele więcej zabytkowych budowli, które poznacie podążając naszymi trasami. 

O niebo lepiej w Żaganiu

Szlachetne rody musiały dbać o kondycję swoich dusz, stąd oczywiście tętniący życiem dwór był nierozerwalnie związany z uczestniczeniem w sakramentach. W Żaganiu ośrodkiem kultu był kościół parafialny należący do Zespołu Klasztornego Augustianów. W Kościele Najświętszej Marii Panny, pod względem historycznym i artystycznym jednej z najbardziej wartościowych świątyń na terenie Dolnego Śląska, sakramentalne "tak" padło z ust między innymi Katarzyny Biron i Francesco Pignatelliego de Belmonte. W murach świątyni spoczywają pokolenia przedstawicieli dynastii Piastów Żagańskich. To tu w gotyckim sarkofagu pochowano księcia Henryka IV a także jego synową Annę - matkę Jadwigi, żony króla Kazimierza Wielkiego. Kościół jest trójnawowy, pięcioprzęsłowy z prezbiterium o prostym zamknięciu, czworoboczną wieżą, zakrystią, kaplicami od południa i krużgankiem od zachodu. Z wyjątkiem zakrystii, przekrytej sklepieniem krzyżowo-żebrowym, wszystkie wnętrza mają sklepienia gwiaździste, a nawa południowa sieciowe. Elewacje przeprute są szerokimi oknami barokowymi, a fasadę wieńczy późnogotycki szczyt schodkowy. Ozdobą fasady jest renesansowy krużganek z przeszkloną loggią i wejściem do przedsionka. Górne partie nawy głównej ożywione są iluzjonistycznymi oknami i płaskorzeźbionymi parapetami, na których siedzą rzeźbione figurki aniołków. Nawę północną zdobi spłycona empora z ażurową balustradą. W wyposażeniu świątyni z XVII–XVIII w. czołowymi dziełami są ołtarz główny i stalle. Świetnie prezentuje się również chór muzyczny z lożą na stiukowych kolumnach, balustrada chóru i prospekt organowy.

Absens carens czyli nieobecny traci

Opactwo Augustianów w Żaganiu to pomnik historii tej samej klasy co Wawel czy Kopalnia Soli w Wieliczce. Historia klasztoru sięga 1285 roku, gdy książę Konrad przekazał augustianom zamek, za który zakonnicy zabrali się w połowie XIV w. Rozbudowując kompleks i zmieniając w miarę upływu czasu wystrój, aż po pożarze w 1730 roku, przebudowano go w stylu barokowym zachowując jednocześnie partie w skrzydle wschodnim w charakterze gotyckim. Jest to trójskrzydłowe, dwukondygnacyjne założenie z ryzalitami, we wnętrzach znajdują się sklepienia krzyżowo-żebrowe i krzyżowe. W korytarzu skrzydła wschodniego zachowała się polichromia gotycka i barokowa, a w skrzydle północnym malowidła z ok. 1740 o motywach architektonicznych, gdzie osobiście możemy poznać opatów konwentu przyglądając się ich portretom. W sąsiedztwie biblioteki klasztornej znajduje się obszerna empora, otwarta arkadowo do prezbiterium. Pierwotnie służyła jako chór zakonny. We wnętrzu barokowej dawnej szkoły nowicjatu i konwiktu na piętrze wieży zachowały się rokokowe malowidła o tematyce astronomicznej. Na jednej ze ścian widnieje portret astronoma Johannesa Keplera, który w ostatnich latach życia mieszkał i pracował w Żaganiu. Ostatnimi elementami są spichlerz gotycki oraz pomnik Marii w otoczeniu świętych z 1709 roku, który miał chronić Żaganiów przed plagami zarazy, pożarów, głodu i wojny.

Żagań polubiłby Umberto Eco

W skład Zespołu Poklasztornego Augustianów wchodzi biblioteka mieszcząca się nad kaplicą św. Anny, rodem z powieści "Imię Róży". No, może jest odrobinę mniej upiorna. Już od czasu jej wybudowania w XV wieku należała do najsłynniejszych na Dolnym Śląsku dzięki swojemu bogatemu księgozbiorowi. Część średniowiecznego zbioru wywieziono w 1810 roku do Wrocławia. Pozostały w niej spektakularne globusy z około 1640 – ziemi i gwiazdozbioru, na zdobionych snycersko, stylowych regałach spoczywa część starych woluminów, rękopisów i starodruków z wieków XVII do XIX w o niewątpliwej wartości historycznej. Wśród nich na którejś z zakurzonych półek stoi rękopis Biblii z VIII wieku. Wystarczy wziąć głęboki wdech by wirujące roztocza przeniosły nas do czasów, gdzie pochyleni nisko mnisi studiują woluminy w pełnym skupieniu szeptając łacińskie modlitwy niczym zaklęcia, a dźwięk ich stłumionych głosów niesie się przez całe pomieszczenie dzięki specjalnie ukształtowanemu tzw. "sklepieniu szeptanemu". Wciąż można eksperymentować z akustyką biblioteki starając się ze sobą porozumieć szeptem z dwóch jej skrajów lecz już nie w średniowiecznym, a barokowym wnętrzu. Biblioteka składa się z dwóch pomieszczeń, przekrytych spłaszczonymi kopułami ozdobionymi freskami Georga Wilhelma Neunhertza. W wielkich kompozycjach artysta przedstawił alegorię Kościoła Zwycięskiego oraz Adorację Świętej Trójcy przez kanoników reguły św. Augustyna. Łatwo więc zgadnąć czemu biblioteka zawdzięcza swoją sławę. 

 

klasztor_Żagań
zespół_klasztorny2

 

Skraść serce Dorocie Talleyrand

Bez niej Żagań nie byłby sobą. Jej rozważne rządy uchroniły miasto od pustoszącej rewolucji i zawiodły ją dalej niż ktokolwiek by przypuszczał, że może zajść niewiasta. Mówiąc o Żaganiu, nie sposób pominąć jej wpływu na obecny wizerunek miasta, a także niepodobna przemilczeć jej historii, której puzzle wciąż pozostają rozsypane po całym świecie. Jej narodziny w 1793 roku nastąpiły w atmosferze skandalu. Oficjalnymi rodzicami była para książąt kurlandzkich Piotr Biron i Dorota von Medem, jednak szeptano iż ojcem jest polski dyplomata Aleksander Batowski. Państwo Biron sprzedali Kurlandie i przenieśli się do Żagania, gdzie po upadku Polski znalazło schronienie wielu królewskich artystów pośród których biegała mała Dorota. Szczególnie bliski jej sercu stał się mentor Scypion Piattoli, który jako eksbibliotekarz królewski zaszczepił w dziewczynie miłość do kultury i historii Polski. Gdy osiągnęła wiek 16 lat, choć serce jej lgnęło ku Adamowi Czartoryskiemu, rodzice w ramach układu z sąsiednim rodem wydali ją Edmundowi de Telleyrand-Perigord o reputacji hulaki i próżniaka. Potrząsając białą chustką Dorota wyjechała wraz z pożal się Boże małżonkiem do Francji. Nie musiała długo czekać na uznanie otoczenia wobec jej inteligencji, obejścia i wykształcenia. Podczas gdy burzliwe losy jej związku po spłodzeniu trójki dzieci doprowadziły ostatecznie do separacji, minister Maurycy da Talleyrand postanowił wprowadzić ją na europejskie salony, gdzie zaczęła święcić triumfy jako godna szacunku dama. Aktywnie uczestniczyła w życiu politycznym i artystycznym stąd jej liczne przyjaźnie z takimi osobistościami jak Napoleon I i Wellington, Meternich i Palmerson, Aleksander I i Fryderyk Wilhelma IV, Ludwika Filip i C. Cavour, R. Wagner, Delacroix, V. Hugo, H. Balzac. Świat leżał u jej stóp, w wieku zaledwie 24 lat uzyskała honorowy tytuł księżnej Dino. Po śmierci protektora Maurycego Talleyarda, który uczynił ją właśnie swoją spadkobierczynią, z czym wiążą się nieprzychylne plotki, przeniosła się do pałacyku w Zatoniu. Tam obudziły się w niej nastoletnie wspomnienia, które zmobilizowały ją do prawnej utarczki z siostrzeńcem o włości w Żaganiu. W roku 1844 otrzymała upragniony patent lenny od króla pruskiego i powróciła do domu. Dwie dekady jej panowania to okres rozkwitu Żagania, w którym pałac otrzymał swoje dzisiejsze oblicze, a przylegający do niego park stał się najokazalszym założeniem w Europie. Nie tylko przyziemne sprawy ją interesowały. Wzrok swój skierowała bowiem na najuboższych. Chłopi zawdzięczają jej wały przeciwpowodziowe, szpital, ochronki, szkoły i stypendia dla zdolnych dzieci, odremontowała również kościoły. Przy szpitalu postawiła kaplicę wspólną dla wszystkich wyznań, co dowodnie ukazuje jak daleko wyrastała ponad swą epokę. W 1862 roku Niemkę z pochodzenia, a Polkę z wyboru, pochowano w kościele św. Krzyża, a jej serce zanurzono w formalinie i umieszczono w hermetycznie zamkniętym ozdobnym kielichu, który lata później skradziono zostawiając jej serce na posadzce. Rzezimieszka widocznie gnębiły wyrzuty sumienia i kielich wrócił do swej poprzedniej funkcji. Zdecydowano się przekazać jej serce Muzeum, lecz po śmierci kustosza, znów w tajemniczy sposób zniknęło. Nie wiadomo również, co stało się z jej dobytkiem, przede wszystkim z kolekcją słynnych listów, a także jej legendarnym archiwum. Kim naprawdę była i któż jako ostatni skradł jej serce, jeszcze długo będzie zastanawiać jej współczesnych poddanych.