Brak Ci tchu w mieście? Potrzebujesz przerwy? Nie śpisz, nie jesz? Boli Cię coś? Stres, zmęczenie, zima, nuda, niekorzystny front atmosferyczny, nieprzychylne spojrzenia, egzystencjalne rozterki, ceny poszły w górę... cokolwiek jest źródłem twojego cierpienia, remedium znajduje się w Ustroniu! Tutaj oprócz rzeszy specjalistów gotowych uczynić twoje życie na powrót kolorowym, czeka masa niesamowitych atrakcji dla całej rodziny.

 

Kuć żelazo póki gorące

W drugiej połowie XVIII wieku Ustroń stał się znaczącym ośrodkiem hutnictwa i związanego z tym rzemiosła. O legendarnej pierwszej ustrońskiej hucie "Klemens" można już tylko posłuchać w mieszczącym się w jej miejscu, Muzeum Ustrońskim. Jest tutaj też ktoś, kto pamięta skrzypienie wrót do huty, huk pracujących maszyn, żar buchający z kotłów, pot spływający z czół umorusanych robotników, a także wiele więcej z wydarzeń, o których nigdy się nie dowiemy. Nie sądzę by Pan ten zdradził swoje tajemnice. Trudno wyciągnąć z niego jego własną historię. Kim był jego ojciec, gdzie się podziewał przez te wszystkie lata, gdzie się podziały jego ręce i jak stracił twarz. Mowa o pomniku hutnika wykonanym z piaskowca, który wygląda z niszy przy Muzeum Ustrońskim. Latami wystawiony był na bezpośrednie działanie nieprzychylnych czynników atmosferycznych i uległ nieodwracalnym destrukcjom. Na podstawie jedynej zachowanej fotografii, dociekliwej ekipie Muzeum Ustrońskiego udało się nie tylko rozpoznać sportretowaną przez artystę osobę ale także odnaleźć rzeźbę w Cieszynie i po 8 latach ciężkich urzędowych batalii, sprowadzić ją z powrotem do Ustronia. Kamienna figura prawdopodobnie została wykonana pod koniec XVIII wieku aby oddać cześć ojcu założycielowi przemysłu hutniczego - Albrechtowi Kazimierzowi Sasko. Z fotografii wywnioskowano, że rzeźba oddaje do złudzenia charakter arcyksięcia. Także wyrzeźbiony ubiór jest nietypowy, bowiem oprócz symbolicznych elementów munduru branżowego, doszukać się można nobliwych, nieprzystających to robotnika detali jak na przykład warkocz wystający spod czapki i pantofle z klamrą noszone wśród wyższych sfer. W czasach swej świetności w lewej ręce hutnik dzierżył ręczna dmuchawę. Z relacji cenionego ustrońskiego bibliofila, pisarza ludowego a także hutnika, Jana Wantuły, dowiedzieliśmy się, że gdy pomnik został przeniesiony do wnętrza dyrekcji, robotnicy z szacunkiem kłaniali mu się i upraszali łaski dla siebie i swych rodzin. Dziś "Symboliczny władca hut" nie sprawia tak dostojnego wrażenia, by brać go za bóstwo lecz jest niewątpliwie jednym z najważniejszych eksponatów w całym Ustroniu.

 

Nie taki ustronny

O świcie mgła podnosi się z wolna znad stoków Beskidu Śląskiego, odsłaniając różnokształtne obiekty zatopione w gęstym lesie. Pierwsze promienie słońca ogrzewają szczyty koron drzew, łaskawie obdarowując także miasto osadzone w dolinie Wisły, między Wielką Czantorią a Rakitnicą. Śpiew ptaków zaczyna rozbrzmiewać na dobre gdy na niebie pojawia się już cała tarcza słoneczna. Dzwon kościoła św. Klemensa wybija siódmą. Na ulicę wybiegają pierwsi pasjonaci joggingu, śmigają pierwsze rowerowe koła na lekko pochyłym stoku. Ustroń - tylko tak nazywać się może miejsce idylliczne, zaciszne i spokojne...

 

Nazwa może mieć jednak inne, mrożące krew w żyłach znaczenie. „Ustrina, ustrinum”, czyli z łaciny pogorzelisko z ludzkich ciał. Wiąże się to z legendą głoszącą, że w 1241 roku jeden z tatarskich oddziałów spalił tutaj żywcem kilkuset polskich jeńców. Jeżeli poddajecie w wątpliwość legendę, kilka późniejszych tragicznych wydarzeń mających miejsce w Ustroniu mogłoby jednak wspierać mroczną proweniencję nazwy miasta. W latach 1848 – 1851 w skutek suszy i nieurodzaju trwały tutaj tak zwane lata głodu. Setki wycieńczonych mieszkańców zaczęły nokautować choroby zakaźne, zwłaszcza tyfus i czerwonka. W roku 1944, 9 listopada, w przeciągu dwóch godzin gestapo i niemiecka policja rozstrzelała 34 polskich mieszkańców Ustronia. Podczas okupacji miasta przez wojska niemieckie zginęło w więzieniach, obozach koncentracyjnych, w partyzantce, w armiach polskich na wszystkich frontach II wojny światowej oraz zostało rozstrzelanych, łącznie 203 mieszkańców.

 

Sanatoryjna miłość

Dziś oczywiście Ustroń kojarzy się przede wszystkim jako jeden z wiodących w Europie ośrodków wypoczynkowo- uzdrowiskowych. Nie wszyscy wiedzą, że wszytko zaczęło się od żużlu pod koniec XVIII wieku. Za jego pomocą hutnicy nagrzewali sobie wodę do kąpieli i prędko zauważyli, że ma to wpływ na polepszający się stan ich zdrowia. Prawdopodobnie substancje rozpuszczalne przechodziły z żużlu do kąpieli, serwując hutnikom kąpiele mineralne. Wkrótce kuźnica "Jan" dostarczała świeżej gierzyny dla potrzeb słynnych ustrońskich kąpieli żużlowych w łazienkach przy hotelu „Kuracyjnym”. Później odkryto bogate złoża borowiny i kompleks uzdrowiskowy zaczął rosnąć w potęgę. Dziś mieści się on głównie w Sanatorium Uzdrowiskowym Przedsiębiorstwa Państwowego "Uzdrowisko Ustroń" w ogromnym modernistycznym gmachu przywodzącym na myśl sunący po Beskidzie okręt.

A na pokładzie masaże, kąpiele, pijalnie wód i masa innych zabiegów polepszających samopoczucie, hotel, restauracje, kawiarnie. Ktokolwiek zdecyduje się zainwestować w pobyt w Ustroniu, nie będzie rozczarowany. Poza poprawą stanu zdrowia spodziewać się można zapierających dech w piersiach widoków, rozrywek dla całej rodziny i obfitości reliktów dawnego przemysłu, po których z przyjemnością przeprowadzi Was Footsteps. Zapraszamy!